Festiwal Colours of Ostrava 2025 należy już do przeszłości, więc to idealny moment na podsumowanie tej edycji. Podczas tych 4 festiwalowych dni, mieliśmy okazję posłuchać ponad 100 artystów, z różnych zakątków świata! Jesteście ciekawi kto zapadł nam w pamięć, a kto nas zawiódł? Zatem zaczynamy!

My już standardowo (jak w zeszłym roku) zdecydowaliśmy się codziennie dojeżdżać na festiwal. Od wsi naszej rodziny mamy tam 1,5h drogi, więc nie najgorsza opcja, ale polecam ją tylko jeśli wracanie w nocy nie jest dla Was wyzwaniem. Ja na szczęście nam niezawodnego kierowcę, który zawsze bezpiecznie dowozi mnie do celu. 

Dojazd, winieta i ubezpieczenie!

Festiwalowe przygotowania zaczęliśmy jeszcze w domu. Zdecydowaliśmy się wykupić winietę, która skróciła nam drogę do samej Ostravy o około 30 minut. A pamiętajcie, że w nocy każda sekunda ma znaczenie… Taka winieta na 10 dni to koszt około 80 złotych. Drugą ważną kwestią o którą warto zadbać to wykupienie dodatkowego ubezpieczenia. Mały koszt, a ile mniej problemów, gdy coś złego się przytrafi. 

Dla nas schodki zaczęły się na długo przed pierwszym dniem festiwalu, gdyż w tym roku spóźniliśmy się z zakupem parkingu. Co ciekawe był on wykupiony na ponad miesiąc przed pierwszym dniem. Trochę dziwię się organizatorom, że nie znaleźli dodatkowej opcji, bo myślę, że nie byliśmy jedynymi osobami, którym nie udało się wykupić parkingu. 

Nauczeni doświadczeniem z zeszłego roku, przeszukaliśmy bardzo mocno okolice oficjalnego parkingu i wiedzieliśmy, że jest tam dużo miejsc parkingowych „przy drodze”, tylko oczywiście trzeba na nie trafić… Finalnie okazało się to prostsze niż zakładaliśmy, ale jednak każdego dnia lekki stresik był.

Dotarliśmy do Ostravy, a więc co dalej?

Standardowo po wejściu na obiekt Dolnych Vitkovic, ruszyliśmy zapoznać się z tegorocznym terenem. Pojawiły się małe zmiany w układzie scen oraz rozłożeniu stoisk. Największy zmianą okazała się strefa Squid Game! Ochotnicy mogli sprawdzić swój spryt w grze Czerwone-Zielone! Kilkoro śmiałków nawet dotarło do mety! Ja nie zdecydowałam się na podjęcie tej próby i jakoś szczególnie nie żałuje tej decyzji. Dodatkowo w trzeci dzień na głównej scenie wybrzmiały sundtracki z serialu, które zaserwował nam Jung Jaeil wraz z ostrawską orkiestrą tamtejszej Filharmonii! 

Inne stoiska trochę nas zawiodły… Większość sponsorów zdecydowanie poszła na łatwiznę i przywiozła zeszłoroczne gadżety. Pojawiło się tylko kilka nowych miejsc. Z ciekawostek, to dwukrotnie usłyszeliśmy od obsługi, że pamiętają nas z zeszłego roku! Do tej pory nie wiem co spowodowało, że nas zapamiętali…

Wróćmy do tego co najważniejsze na festiwalu, czyli muzyki!

Na scenie zobaczyliśmy największe ikony muzyki takie jak Sting i Iggy Pop! Do czerwoności scenę ostatniego dnia rozgrzali Chainsmokers! Na głównej scenie pokazali nam się Kalush Orchestra, Alvaro Soler, Shaggy, Fineas czy chociażby Sofi Tukker! Z zespołów które mocno zapadły mi w pamięci nie mogę pominąć Shiran&Bakal, Mainline Magic Orchestra, Pauli The PSM i Carpetman’a! Nie zabrakło też polskiego akcentu! Zobaczyliśmy Rat Kru oraz How We Met z Olsztyna! 

Frekwencja w tym roku, w moim odczuciu była bardzo dobra! Na każdym kroku można było spotkać dobrze bawiących się ludzi! Zaczynając od dzieciaków, które już kolejny raz miały dedykowany dla siebie teren z mnóstwem atrakcji, przez młodzież, dorosłych i seniorów! Bardzo fajnym elementem Colours, jest jak mówi ich hasło przewodnie, brak barier! Stąd też mamy specjalne miejsca dla osób niepełnosprawnych czy transkrypcję koncertów na język migowy!

Wspomnijmy trochę o festiwalowej modzie!

Moda festiwalowa jest zaraz po koncertach drugim najciekawszych aspektem! W tym roku również postarałam się trochę poszaleć ze stylówkami, jednak pogoda nie była zbyt łaskawa. Mimo wszystko, diamenciki w różnych konfiguracjach pojawiły się wokół oczu! Co do ubrań to już sami musicie ocenić!

Ważnym aspektem jest jedzonko!

Miłym akcentem była rozbudowana oferta gastronomiczna oraz brak lub minimalna podwyżka cen względem zeszłorocznej edycji! Z nowości na duży plus zasługuje Colours Zero Bar, gdzie serwowali bezalkoholowe drinki oraz pyszne lemoniady! Coś idealnego dla nas! Malinowa lemoniada zdecydowanie wygrała w tym roku batalię z owocowym Birellem! Z jedzeniowych polecajek standardowo już Belgijskie Hranolky i Lodova Zmarzlina. Tajskie lody w ulubionych smakach zdecydowanie dodawały energii temu miejscu! Z minusów to tegoroczne placki ziemniaczane, zdecydowanie za tłuste i bez smaku…

Bardzo zaciekawiła mnie akcja „Zabieramy Cię do domu”. Chętni mogli zgłosić się do konkretnego punktu, skąd autobusy odwoziły ludzi do konkretnych miast (oczywiście odpłatnie). Ale i tak duży plus za pomysłowość! Trzeba nadmienić, że pieniądze zebrane w ramach tej akcji zostaną przekazane na szczytne cele! 

Warto też wspomnieć że w tym roku dużo lepiej wyglądała kwestia czystości! Pamiętam jak w tamtym roku po koncertach wszędzie rozrzucone były plastikowe kubeczki! W tym roku wyglądało to zdecydowanie lepiej, a wszędzie można było dostrzec ekipy zbierające śmieci! Czy było idealnie? Niestety nie, w tym roku bardzo przytłoczyła nas ilość palaczy, od których nie dało się uwolnić praktycznie nigdzie…

Podsumujmy Colours of Ostrava 2025!

Tegoroczna edycja przyniosła nam ogrom muzyki. Line up nie należał do wybitnych, ale i tak jestem zadowolona. Znalazło się kilka perełek! Te cztery dni wymęczyły nas kompletnie, dobrze, że w poniedziałek w pracy można było odpocząć … Mimo wszystko wróciliśmy zadowoleni, bogatsi o nowe doświadczenia i emocje. Z niecierpliwością oczekujemy na pierwsze ogłoszenia na przyszły rok! No i zachęcamy do śledzenia oficjalnej strony Colours, gdzie już teraz można kupić bilety na kolejną edycję! Mam nadzieję, że uda nam się w końcu namówić znajomych na chociaż jeden dzień koncertowania!