
Byliśmy w Niemczech, razem z Eleven Sports Polska i Bundesligą!
Wygrany konkurs Eleven. Jak do tego doszło? Nie wiem. Właściwie to wygrałem konkurs Eleven, a chciałem tylko wygrać koszulkę Jakuba Kamińskiego. Przez przypadek wygrałem główną nagrodę, jaką był wyjazd do Kolonii, wraz z osobą towarzyszącą na mecz FC Köln – Borussia Dortmund. Dodatkową atrakcją jaką przygotowała Bundesliga był bonusowy mecz w Gelsenkirchen, gdzie Shalke grało z Arminią. Mieliśmy zapewnione loty, nocleg, śniadania i kolacje oraz oczywiście bilety na mecze.
Dzień 1 – czwartek. Lot do Frankfurtu z Krakowa.
Wstajemy o 3:30 w nocy, by na parkingu w okolicach lotniska pojawić się koło 4:00. Wylot o 6:15! Wylądowaliśmy, więc teraz czas na podróż pociągiem z Frankfurtu do Köln. Pociąg jechał z prędkością niemal 300 km/h! Wow. W nieco ponad godzinę, jesteśmy na miejscu, na dworcu obok Katedry. Stamtąd do hotelu, mamy około 25 minut piechotą.
Hotel Ruby Ella w Kolonii
Udało nam się zameldować wcześniej niż myśleliśmy, więc mogliśmy podziwiać wnętrze hotelu. Budynek Ruby Ella robi niesamowite wrażenie! Z zewnątrz wygląda jak bryły wiszące w powietrzu, w środku nietypowe, artystyczne wnętrze. Na ścianach czy suficie możemy znaleźć instrumenty, lampy czy różne retro urządzenia. Pokoje połączone z łazienkami, z przeszklonym prysznicem z widokiem na sypialnię, to coś nietypowego.
Miasto – zwiedzamy Kolonię!
Ruszamy na pierwsze zwiedzanie miasta. Zaczynamy od Katedry, jest przepiękna! Świetne wrażenie zrobiło wnętrze świątyni, wyglądała trochę jak Sagrada Familia. Piękne mozaiki, witraże i ołtarz, który można okrążyć. Kolejnym ważnym punktem wycieczki był brzeg rzeki Ren oraz niezwykły trzysegmentowy most, na którym można było zobaczyć tysiące kłódek. Na koniec, odwiedziliśmy jeszcze niemieckie kino, aby pozbierać kilka ulotek filmowych, które kolekcjonuję. Ciekawe, że w Niemczech, wiele ulotek jest w formie pięknych pocztówek.
Poznanie ekipy Bundesligi
Wieczorem, spotkaliśmy się w lobby hotelu i wyruszyliśmy do restauracji, jakieś 15 minut drogi spacerem. Poznaliśmy organizatorów wyjazdu i naszych przewodników, którymi byli: Lucas, Tobi i Fabi. W restauracji poznaliśmy również Elenę i Hectora pracujących dla hiszpańskiego DAZN. Cała ekipa świetnie się bawiła i nie przeszkodziła nam nawet mysz latająca w kącie restauracji, choć to było trochę „loco”. Wracaliśmy wcześniej niż reszta, bo to był bardzo intensywny dzień.
Dzień 2 – piątek. Zaczynamy od śniadania!
Poranek rozpoczęliśmy od śniadania w hotelowej restauracji, obsługa była bardzo miła, a jedzenie dobre. Na uwagę zasługiwał chlebek bananowy i sok jabłkowy, które były wyborne.
Szybki trip na miasto
Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, ale na ten dzień zaplanowaliśmy zobaczyć miasto z góry, a umożliwił nam to dach budynku wieżowca. Za 5 euro od osoby, mogliśmy wjechać na najwyższe piętro i zobaczyć jak wygląda Köln z góry. Ciekawe były naklejki na szybach, z każdej strony, któraś pokazywała nam zarys i nazwę, tego co jest przed nami. Bardzo ciekawy pomysł, na zapoznanie się szybko, z atrakcjami miasta. Wracając zrobiliśmy kilka zdjęć na moście i zjedliśmy coś w McDonald’s.
Wyjazd do Gelsenkirchen na mecz
Po godzinie 15:00 bus czekał na nas przed hotelem. Cała ekipa gotowa na wyjazd. Ruszyliśmy i wyszło, że są spore korki, także na miejscu byliśmy około 17:30. Mieliśmy zaplanowane spotkanie z ambasadorem Shalke, którym był Olaf Thön. Każdy z naszej ekipy dostał szalik oraz mógł zrobić sobie zdjęcie z byłym graczem Shalke czy Bayernu. Nim przejedziemy do tego co na meczu, wspomnę tylko, że organizatorzy zrobili nam konkurs, aby wytypować dokładny wynik meczu. Zuza postawiła na 1:0.
Mecz Shalke – Arminia
Dostaliśmy miejsca lepszej kategorii, w 3 rzędzie, zaraz obok murawy. Atmosfera była niesamowita, a to tylko 2 Bundesliga. Mimo to, cały stadion zapełniony, wszystkie 60 tysięcy miejsc. Wszyscy śpiewali, machali szalikami, robiło to wrażenie! Edin Džeko i 1:0 dla Shalke! Mecz sportowo nie był arcydziełem, natomiast atmosfera była kosmicznie dobra. Cały mecz kibicowaliśmy, aby wynik się utrzymał, bo poprawny typ wygrywał nagrodę… Jednak w pewnym momencie, Arminia zdobyła bramkę… Ostatecznie, gol został anulowany. Gramy dalej! Już prawię koniec meczu, ostatnia okazja i sam na sam, to musi być gol… Bramkarz Arminii cudownie broni, zaraz później koniec meczu, a co to oznacza? Zuza wytypowała dobry wynik!
Kolacja w chińskiej restauracji
Mimo, że nie przepadamy za azjatycką kuchnią to jednak to miejsce zasługuje na uwagę. Jedzenie było bardzo dobre, a lemoniada z matchą smakowała wyśmienicie. Przy okazji tej kolacji, poznaliśmy hiszpańskich przyjaciół Palomę oraz Juana Jose, a także dwie miłe Greczynki, które okazały się siostrami, czyli Marię i Vivi. Porozmawialiśmy czym różni się życie w Krakowie, Salonikach i Sewilli. Bardzo miłe towarzystwo!
Powrót do hotelu
Po powrocie, wysiadając z busa, Tobi wręczył Zuzie koszulkę Shalke, gratulując wygranej. To było piękne!
Dzień 3 – sobota. Zwiedzanie stadionu FC Köln
Po śniadaniu, ruszyliśmy całą grupą na zwiedzanie stadionu z przewodnikiem. Tutaj też warto było słuchać uważnie, by wygrać jakąś nagrodę. Nasz przewodnik Martin świetnie przedstawił nam cały stadion i historię klubu. Poznaliśmy nawet historię kozy, która jest symbolem drużyny. Zobaczyliśmy sektory VIP, poznaliśmy liczbę miejsc stadionu oraz przeprowadziliśmy konferencję, w której nasz chorwacki kolega Leo wcielił się w trenera FC Barcelony.
Obiad z oglądaniem Bundesligi
Tym razem zjedliśmy tradycyjne niemieckie dania, my wzięliśmy kiełbasę z frytkami. Oglądaliśmy Bundesligę i typowaliśmy łączną ilość bramek. Zwycięzcą okazał się Leandro z Portugalii, który wygrał koszulkę FC Köln. Podczas obiadu był również quiz z wiedzy o drużynie z Kolonii. Tutaj nagrody zdobyli nasi hiszpańscy i belgijscy koledzy.
Mecz FC Köln – Borussia Dortmund
Ten mecz oglądaliśmy niemal z samej góry! Sportowo było to lepsze wydarzenie niż w Gelsenkirchen, natomiast atmosfera była lepsza na stadionie Shalke! W Kolonii, na trybunach, było bardzo dużo palących papierosy osób, co nie dawało mi oddychać, więc ciężko było skupić się na oglądaniu! Jednak przyśpiewki jednej i drugiej drużyny również robiły wrażenie.
Kolacja w niemieckiej knajpie
Wspólna kolacja, była ostatnim wspólnym posiłkiem naszej całej grupy. Zjedliśmy bardzo dobre jedzonko i przegadaliśmy cały czas, aż do zamknięcia lokalu. Dowiedzieliśmy się, że szalony po hiszpańsku to „loco”, a po grecku „treloco”. Rozmawialiśmy o tym jak różni się nasz język, jakiej muzyki słuchamy, jakie miejsca warto odwiedzić w naszych krajach. Maria świętowała swoje 30 urodziny i była też zwyciężczynią konkursu, na wytypowanie wyniku meczu. Wygrała koszulkę z autografami całej drużyny Borussii Dortmund! Wow! Gratulacje i wszystkiego najlepszego! Sto lat! Na koniec Lucas podziękował wszystkim za wspólną zabawę i pożegnał się z nami, ale to nie był koniec…
Powrót do hotelu
Paloma, główna inicjatorka naszych rozmów, zaproponowała wspólny powrót do hotelu, by jeszcze chwilę ze sobą pogadać w lobby barze. Wracaliśmy niemal całą ekipą, łącznie z naszymi kochanymi organizatorami. Po drodze podziwialiśmy katedrę nocą, zrobiliśmy wspólne zdjęcie i poruszaliśmy kolejne ambitne tematy.
Ostatnie spotkanie
Na koniec spotkaliśmy się o koło 1:00 w lobby, gdzie każdy zamówił drinka. My oczywiście bezalkoholowe! Paloma i Juan zabrali ze sobą hiszpańskie karty, byśmy mogli w nie zagrać. Było świetnie, graliśmy w grę, w której trzeba było zgadnąć, kto jest zabójcą, a on znów musiał udawać, tak by reszta się nie domyśliła. Bawiliśmy się fenomenalnie! Aż o 4:00 poszliśmy spać…
Dzień 4 – niedziela, powrót do Krakowa
Po śniadaniu, pojechaliśmy do Muzeum Motoryzacji w Köln. To co tam zobaczyliśmy zrobiło na nas ogromne wrażenie. Kolekcja bolidów Michaela Schumachera, jego trofea, autografy, kombinezony, kaski. Prócz tego masa niesamowitych samochodów, sklep z modelami samochodowymi czy z autografami. Dostaliśmy nawet w prezencie kartę z kierowcami F1, którą chcieliśmy kupić. Wstęp do muzeum było darmowy, więc tym bardziej, wow!
Ostatnie chwile nad rzeką
Koniec naszej wyprawy to odpoczynek nad rzeką Ren w pięknym słońcu, gdzie obok nas latały gołębie. Ciekawe, że po hiszpańsku gołąb to Paloma… Pozdrawiamy Palomę!
Podziękowanie!
Z tej strony chcielibyśmy serdecznie podziękować polskiemu Eleven Sports, dzięki któremu mogliśmy przeżyć przygodę życia.
Dziękujemy Lucasowi, Tobiemu, Fabiemu i wszystkim z ekipy Bundesligi.
Dziękujemy każdemu kto przeżył z nami ten wyjazd, w piękny sposób: Paloma, Juan, Elena, Hector, Leandro, Maria, Vivi, Florian, Aurélien, Josip, Leo, Geert, Rina, Basilio, Luis.
